ILNP, MAC, EOS, Urban Decay i wiele innych, czyli co przywiozłam z wakacji w USA ♥


Kilka dni temu przeglądałam listę postów i nagle patrzę, a mój post o nowościach z USA jest jako wersja robocza. Bardzo mnie zaskoczyło, kliknęłam i... nic dziwnego, skoro zapomniałam o zrobieniu do niego zdjęć! ;) Jeszcze tego samego dnia dorwałam aparat i oto jest - trochę spóźniony (ale tylko miesiąc) - wakacyjny haul!
Jako że jestem studentką i moje wakacje kończą się wraz na końcem września, przed Wami aż trzy miesiące zakupów i prezentów. :)

Większość rzeczy przywiozłam z podróży po Stanach, ale część kupiłam jeszcze w Polsce. :)


Essie chillato, bell-bottom blues, leggy legend
Chillato to piękny, pastelowy kolor! I do tego świetnie kryjący - kupiony w CVS, kiedy wpadłam tylko po coś przeciwbólowego. ;)  Bell-bottom blues leggy legend to prezenty od D. kupione w Targecie - oni mają Essie wszędzie! Oba kolory są cudowne, bell-bottom blues genialnie kryje.

OPI Alpine Snow, Big Apple Red
Big Apple Red jest cudowny. Genialnie kryje, błyskawicznie schnie i ma piękny kolor mojej ulubionej, intensywnej czerwieni. <3 Alpine Snow używałam w tym zdobieniu, potrzebuje dwóch warstw, polubiliśmy się. :)

Bourjois La Laque White Spirit
Kupiłam w trakcie promocji w SP za 20 zł, zachęcona dobrymi opiniami na blogach. Na razie sprawdzałam tylko na wzorniku, ale rzeczywiści kryje świetnie! Na pewno będzie post o białych lakierach gdzie dowiecie się więcej, na razie zbieram różne żeby je porównać. ;)

Toppery KleanColor
Do walizki wrzuciłam tylko jeden - pozostałe dwa które kupiłam zostały u D. ;) Wyglądają świetnie! Ale faktycznie niezbyt ładnie pachną... ;) Na zdjęciu Chunky Holo black.
Zdradzę Wam małą tajemnicę - lakierów tej firmy kupiłam trochę więcej i za jakiś czas będziecie mieli szanse je zdobyć. ;) Ale ciii! :P

Orly Bonder
Jak D. usłyszał że to jedna z lepszych baz to od razu wrzucił ją do koszyka, głuchy na moje protesty że mam już nową bazę. ;) Tak stałam się jego posiadaczką, z pewnością będzie o nim post. :) Niestety nie załapał się na zdjęciach, zawieruszył się akurat gdzieś... ;)

Seche Vite
Akurat na wyjeździe skończył się mój ukochany top. Mimo że był dość drogi, musiałam go kupić, już nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez niego. ;)


Semilac 033 Pink Doll, 034 Mardi Gras, 122 Kiss the Prince!, 127 Violet Cream, 130 Sleeping Beauty, 135 Frappe
Pokochałam hybrydy, ale o tym wspominałam już nie raz. ;) Dostałam i kupiłam kilka kolorów które mi się marzyły, są cudowne! Frappe już pokazywałam tutaj, niedługo przyjdzie czas na Sleeping Beauty. :)


ILNP Overnihgt Bag, Electric Carnival, Fame, Abdunance, Nostalgia, Cameo, Cyganus Loop, Sirene
Tutaj zaszalałam, ale to za namową D. - od niego zresztą jest połowa z nich. ;) Najpierw miałam zamówić 2-3, ale mnie przekonał że to zdecydowanie za mało. ;P I totalnie się w nich zakochałam! Multichromy są obłędne, mogę wiecznie gapić się na pomalowane nimi paznokcie. Fame też zachwyca, lśniąc jak szalony. A Overnight bag ma tak mocny efekt holo że nie można od niego oderwać oczu. :D
To na pewno nie jedyne lakiery ILNP jakie kupię, już ma listę na kolejne zakupy. :D I jest dłuugaaaa...


Korektor Annabelle Minerals
To że bardzo polubiłam minerały już wiecie - pisałam o tym jakiś czas temu przy recenzji pokładu Annabele Minerals. Korektor pokochałam równie mocno, genialnie kryje niedoskonałości, a do tego potraktowane nim wypryski dużo szybciej znikają. Cudeńko. ♥

gąbeczka Real Techniques
Zakup gąbeczki planowałam od dawna, ale nie byłam pewna jakiej firmy. W Stanach zdecydowałam się na tą od Real Techniques, akurat była pod ręką w jednym ze sklepów. :D Na co dzień używam podkładów mineralnych i właśnie wtedy po nią sięgam - daje ładniejsze, gładsze i mniej pudrowe wykończenie. Całość zabiera trochę więcej czasu, ale warto. :)

pędzel do różu Real Techniques
O tym pędzlu krążą legendy - tyle dobrych opinii! Był w dobrej cenie, do tego drugi można było kupić za pół ceny, a i tak chciałam sprezentować siostrze pędzle. Na razie używałam go tylko kilka razy i jestem pod wrażeniem, najlepszy jaki miałam. ♥

perfumy Nicole
O nich już nawet pojawił się post na blogu - o tutaj. Mają piękny zapach, nieźle trzymają się skóry i są bardzo tanie. Warto sprawdzić. :)


MAC Impassioned, Brave, Ruby Woo
Spacerując po Times Square natknęliśmy się na salon MACa - D. aż mnie do niego zagonił, że muszę kupić sobie swoją pierwszą szminkę tej firmy. ;) Tym bardziej, że są tam jednak o 1/3 tańsze niż u nas. Najpierw zdecydowałam się na intensywny róż, ale D. z bratem zgodnie stwierdzili że jeszcze jedna jest mi niezbędna. Dobrałam pięknego nudziaka (Brave), którego ostatnio używam bez przerwy, jest cudny.
Ostatniego dnia kupowałam prezent urodzinowy dla koleżanki w postaci właśnie szminki (na szczęście trafiłam z kolorem!), i znów za namową D. taka sama trafiła do mnie. ;) Wszystkie są cudowne!


Urban Decay Naked
Kilka dni przed wyjazdem kupowałam pędzle dla siostry i mamy w Ulcie, sklepie w stylu Sephory. Mijaliśmy właśnie paletki Naked i D. od razu mnie do nich pociągnął, bo kiedyś mówiłam mu że są mega. Bo dłuuugich dyskusjach, powrocie do samochodu, namysłach i kolejnych rozmowach uległam i... wróciliśmy po Naked 1! Jestem w niej zakochana. ♥ Wszystkie cienie są cudowne, idealny wybór na dzień. :) Coś czuje, że post o niej będzie całkiem szybko, bo idzie w ruch codziennie od miesiąca. ;)


Burt's Bees krem do skórek
Słyszałam o nim już nie raz, więc jak zobaczyłam go w Walmarcie to od razu wpadł do koszyka. Ma miejsce w mojej kosmetyczce i bardzo lubię go używać poza domem. Kiedyś do tego celu miałam olejek w pisaku, ale taki sposób jest zdecydowanie mniej zatłuszczający moją rzeczywistość. ;)
Czekajcie na jego recenzję - dla Was też kupiłam. ;)

spinki
Odkryłam w Stanach cudowny sklep Five Below - wszystko za 5$ lub taniej. Kupiłam tam śliczne spinki kokardki, bo takich nigdy za wiele! Jakiś czas później dorwałam wielką kokardę na przecenie w innym sklepie, za 2$. Jest śliczna. ♥


EOSy
Odkąd D. dowiedział się o swoim wyjeździe trąbie mu o EOSach, bo nie mogłam się doczekać aż je wypróbuję. Przy pierwszej okazji kupiłam 2, zadowolona że jeszcze 2 i będę miała spory zapas, a do tego zaspokoję swoją ciekawość dotyczącą zapachów. D. jednak nie byłby sobą jakby nie kupił przy okazji jakiegoś dla mnie i dla swojej siostry przy różnych zakupach. ;) W trakcie mojego pobytu gromadka kolorowych kuleczek stopniowo rosła, aż w końcu dobiła do granicy - jak w Pokemonach mogę powiedzieć, że mam je wszystkie. ;) Post z opisem każdego smaku już się piszę, mam nadzieję że będzie pomocny przy decyzjach o zakupie. :)

EOS do rąk
Malutka, różowa buteleczka tego kremu jest tak urocza, że nie mogłam przejść obojętnie. Zachęcała też cena - 2$. :) Jest to świetny, leciutki krem do torebki. Jak mi się skończy to będę wymyślać jaki inny krem tam przelać i czy się da, bo aż szkoda wyrzucać takie opakowanie. ;)



Yankee Candle
Zaszalałam w amerykańskim Yankee i kupiłam trochę wosków, których nie znajdziemy w wiekszości u nas. Mam też małą świecę i tumblera, ale zostały w Stanach - D je przywiezie. :) W Walmarcie znalazłam też woski innych firm, najbardziej zainteresowały mnie te ScentSationals, w opakowaniu pachną obłędnie!

Mała ciekawostka - u nas jest o wiele więcej jedzeniowych zapachów Yankee! Myślałam, że w ich sklepie w Stanach będzie jak w raju, a większość półek zajmowały mocne, świeże zapachy... Gdyby nie jesienna, dyniowa kolekcja to moja potrzeba słodkich, apetycznych zapachów byłaby zupełnie niezaspokojona. ;)

Co Was najbardziej zainteresowało i chcielibyście zobaczyć na blogu w oddzielnym poście? :)

W robieniu zdjęć pomogła mi przecudowna Kasia - sama w życiu bym ich tak nie zorganizowała. Kochana, dziękuję! ♥ :)

Zapraszam na mojego fanpaga :)


 photo podpis.png

Brak komentarzy

Dziękuję za każdy komentarz, chętnie odpowiem na każde pytanie.
Proszę, nie spamujcie. :)

Back to Top